Tags

, ,

Witold Gombrowicz w Vence.

Witold Gombrowicz w Vence. (Photo credit: Wikipedia)

If I was to pick only one writer who resembles all my deepest existential thoughts and feelings in most precise manner, I’d point Gombrowicz without a moment of doubt. I sometimes laugh to myself when reading his works. Like a skilled fencer Gombrowicz attacks the greatest social patterns and lies within himself and therefore within nations. Uncovers everything to a naked bone. Oh, how much I identify with his words!

 

I’ve found website solely dedicated to his literary creation. Click HERE to discover his genius.

 

Know that your country is neither Grójec nor Skierniewice, not even Poland itself, and blush with energy at the thought that the country is you! So what if you are not in Grodno, Kutno, or Jedlińsk. Has man ever lived anywhere else other than in himself? You are at home even if you were to find yourself in Argentina or Canada, because a homeland is not a blot on a map but the living essence of man. […]
I say: Don’t be crybabies! Do not forget that as long as you lived in Poland, not one of you was as concerned with Poland because it was an everyday event. Today, on the other hand, you no longer live in Poland so Poland resides more forcefully in you and it should be present in you as your deepest humanity, the polished work of generations. Know that wherever the eyes of a young man uncover his destiny in the eyes of a girl, a homeland is born. Whenever anger or admiration find themselves on your lips, whenever villainy is struck a blow, whenever the word of the wise man or Beethoven’s song ignites your soul leading it into unearthly spheres, whether it be Alaska or the equator, a homeland is born. On Saxon Square in Warsaw, in Krakow’s marketplace, you will be homeless vagrants, homebodies without a corner, wanderers, hopelessly crude moneymakers, if you allow pettiness to kill all the beauty inside you.
Diary, 1953 [Trans. Vallee]

original in polish

Wiedzcie, że ojczyzna wasza to nie Grójec, ani Skierniewice, nawet nie kraj cały, i niech krew uderzy wam na policzki rumieńcem siły na myśl, że ojczyzną waszą wy sami jesteście! Cóż z tego, że nie przebywacie w Grodnie, Kutnie lub Jedlińsku? Czyż kiedykolwiek człowiek przebywał gdzie indziej, niż w sobie? Jesteście u siebie, choćbyście znajdowali się w Argentynie lub w Kanadzie, ponieważ ojczyzna nie jest miejscem na mapie, ale żywą istotnością człowieka. […]
Nie bądźcie, mówię, mazgajami. Nie zapominajcie, że póki mieszkaliście w Polsce nikt z was Polską się nie przejmował, ponieważ ona była codziennością. Dziś natomiast nie mieszkacie już w Polsce, ale za to Polska silniej w was zamieszkała – ta Polska, którą określić należy jako najgłębszą ludzkość waszą, urobioną pracą pokoleń. Wiedzcie, że wszędzie tam gdzie wzrok młodzieńca odkrywa swoje przeznaczenie w oczach dziewczyny, tworzy się ojczyzna. Gdy na ustach waszych jawi się gniew lub zachwyt, gdy pięść godzi w łajdactwo, gdy słowa mędrca lub pieśń Beethovena rozpala nam duszę, uwodząc ją w nieziemskie kręgi, wówczas – na Alasce i na równiku – rodzi się ojczyzna. Ale na placu Saskim w Warszawie, na Rynku krakowskim, będziecie bezdomnymi włóczęgami, domokrążcami bez przydziału i wędrownymi, beznadziejnie ordynarnymi groszorobami jeśli pozwolicie aby trywialność zabiła w was piękność.
Dziennik, 1953

Quote taken from http://www.gombrowicz.net/

Advertisements