Tags

, , , , , , , , , , , ,

    mickiewicz 

 Forefathers’ Eve 

The Great Improvisation

(Part Three, Scene Two)

 . . . Listen to me, God, and you, Nature! 
        Here is music that is worthy of you, songs that are worthy of you. 
        I am master!
        Master, I stretch out my hands! 
        I stretch them to the sky, I place my fingers on the stars. 
        They are my musical glasses, my armonica.
        Now swiftly, now slowly
        My spirit turns the stars. 
        Millions on millions of tones resound, 
        It is I who called them forth, I know them all;
        I combine them, I separate them, I reunite them,
        I weave them into rainbows, into chords, into strophes, 
        I scatter them in sounds and in ribbons of fire.

        I raised my hands, 
        I held them high above the ridge of the world, 
        And the wheels of the armonica suddenly ceased to whirl.
        I sing alone, I hear my songs
        Long lingering like the breath of the wind,
        They blow through all mankind,
        They moan like pain, 
        They roar like the storm. 
        Tonelessly, the centuries accompany them; each sound resounds and burns, 
        Is in my ear, is in my eye, 
        As when the wind blows over the waves, 
        In its whistlings I hear its flight 
        And see it in its coat of cloud.

        These songs are worthy of God, of Nature!
        This is a mighty song, a creator-song. 
        This song is force and power, 
        This song is immortality! 
        I feel immortality, I create immortality, 
        And you, God, what more could you do? 
        See how I draw my thoughts out of myself, 
        I incarnate them, 
        They scatter across the skies, 
        They whirl, they sing, they shine, 
        Already far away, I feel them still, 
        Still feel their charm, 
         I feel their roundness in my hand, 
        I sense their movements in my mind: 
        I love you, my poetic children! 
        My thoughts! My stars! 
        My feelings! My storms! 
        Among you I am like a father in the midst of his family, 
        All of you are mine .

        . . . Not from Eden’s tree have I drawn this power-
        From the fruit of the knowledge of good and evil-
        Not from books or tales that are told, 
        Not from the solution of problems, 
        Or the practice of magic. 
        Creator I was born: 
        I have drawn my powers from the source 
        From which you drew yours: 
        You did not search for your powers – you have them;
        You do not fear to lose them and neither do I!
        Was it you who gave me,
        Or did I, like you, have to seize it,
        This piercing and powerful eye:
        When I raise my eyes toward the track of the clouds,
        And hear the birds flying south on almost invisible wings,
        Suddenly, only by willing, I hold them as in a net with my eyes;
        The flock gives a cry of distress, but, till I release them,
        Your winds cannot move them.
        If I gaze at a comet with all the strength of my soul,
        It cannot stir from the spot while my eyes are upon it

Translated by Louise Varese

(original in Polish)

Dziady

Wielka Improwizacja

(Czesc Trzecia, Scena Druga)

Ty Boże, ty naturo! dajcie posłuchanie. –
Godna to was muzyka i godne śpiewanie. –
Ja mistrz!
Ja mistrz wyciągam dłonie!
Wyciągam aż w niebiosa i kładę me dłonie
Na gwiazdach jak na szklannych harmoniki kręgach.
To nagłym, to wolnym ruchem,
Kręcę gwiazdy moim duchem.
Milijon tonów płynie; w tonów milijonie
Każdy ton ja dobyłem, wiem o każdym tonie;
Zgadzam je, dzielę i łączę,
I w tęcze, i w akordy, i we strofy plączę,
Rozlewam je we dźwiękach i w błyskawic wstęgach. –

Odjąłem ręce, wzniosłem nad świata krawędzie,
I kręgi harmoniki wstrzymały się w pędzie.
Sam śpiewam, słyszę me śpiewy –
Długie, przeciągłe jak wichru powiewy,
Przewiewają ludzkiego rodu całe tonie,
Jęczą żalem, ryczą burzą,
I wieki im głucho wtórzą;
A każdy dźwięk ten razem gra i płonie,
Mam go w uchu, mam go w oku,
Jak wiatr, gdy fale kołysze,
Po świstach lot jego słyszę,
Widzę go w szacie obłoku.

Boga, natury godne takie pienie!
Pieśń to wielka, pieśń-tworzenie.
Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić – Boże?
Patrz, jak te myśli dobywam sam z siebie,
Wcielam w słowa, one lecą,
Rozsypują się po niebie,
Toczą się, grają i świecą;
Już dalekie, czuję jeszcze,
Ich wdziękami się lubuję,
Ich okrągłość dłonią czuję,
Ich ruch myślą odgaduję:
Kocham was, me dzieci wieszcze!
Myśli moje! gwiazdy moje!
Czucia moje! wichry moje!
W pośrodku was jak ojciec wśród rodziny stoję,
Wy wszystkie moje!

I Mocy tej nie wziąłem z drzewa edeńskiego,
Z owocu wiadomości złego i dobrego;
Nie z ksiąg ani z opowiadań,
Ani z rozwiązania zadań,
Ani z czarodziejskich badań.
Jam się twórcą urodził:
Stamtąd przyszły siły moje,
Skąd do Ciebie przyszły Twoje,
Boś i Ty po nie nie chodził:
Masz, nie boisz się stracić; i ja się nie boję.
Czyś Ty mi dał, czy wziąłem, skąd i Ty masz – oko
Bystre, potężne: w chwilach mej siły – wysoko
Kiedy na chmur spójrzę szlaki
I wędrowne słyszę ptaki,
Żeglujące na ledwie dostrzeżonym skrzydle;
Zechcę i wnet je okiem zatrzymam jak w sidle –
Stado pieśń żałośną dzwoni,
Lecz póki ich nie puszczę, Twój wiatr ich niezgoni.
Kiedy spójrzę w kometę z całą mocą duszy,
Dopóki na nią patrzę, z miejsca się nie ruszy.

Advertisements